Dlaczego
ludzie odchodzą? Dlaczego pozostawiają nas samym sobie?
Dlaczego ranią? Dlaczego niszczą? Odejście człowieka, którego się
kochało boli. Brak jego. Jego obecności wyrywa nasze serca z
klatki piersiowej. Serce nie mające dla kogo bić, słabnie, bije
ciężej by w końcu całkowicie zamilknąć. Ludzie nie są świadomi tego
jaki ból zadają innym odchodząc. Nie
wiedzą na co ich skazują. Człowiek porzucony, zamyka się w sobie.
Pogrąża w bólu i płaczu. Okalecza siebie psychicznie i fizycznie,
raniąc tym samym bliskich. Człowiek zostawiony sam sobie,
wyniszcza się. Tak bardzo pochłania go samotność i uczucie, że to
wszystko jego wina, że w końcu zaczyna myśleć o śmierci. Cięcie się
już mu nie wystarcza. Samookleczanie kiedyś pomagało mu
zagłuszyć ból psychiczny, a teraz stało się dla niego czymś normalnym i
już nie pomaga mu uśmierzyć bólu. Myśli samobójcze to dopiero
początek piekła jakie będzie przeżywał póki będzie żył. Zacznie się
izolować od ludzi. Będzie ciągle sam. Będzie chodził przygnębiony,
smutny, zapłakany, myśląc o życiu i śmierci. Pokusa śmierci, będzie
tak wielka aż w końcu spróbuje. Spróbuje się zabić. Jeśli mu się
nie uda, szczęście od Boga. Zaś jeśli zginie, osoba, która od niego
odeszła zrozumie jak bardzo ważna dla niego była będzie musiała żyć
ze świadomością, że śmierć osoby, którą najprawdopodobniej w głębi
serca kochała, odeszła z jej winy... / samookaleczalna.-(zacytowałam to z pewnej strony..po prostu lepiej bym tego chyba nie opisała...)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz